Teraz nie. Teraz ani w najbliższej przyszłości na pewno nie. Za duże ryzyko, mam zbyt wiele do stracenia. No i nie mam takiej kondycji, jakiej Everest wymaga. Ale to prawda, mogłabym się tam znaleźć — na Dachu Świata, powierzchniowo maleńkim szczycie Sagarmathy, i mieć głowę w niebie.

Domek, czyli mój debiut literacki. Poznaj perypetie wyjątkowego rodu z nadmorskiej miejscowości Ryki i stań się na chwilę mieszkańcem tytułowego Domku.

Martyna Wojciechowska i Przesunąć horyzont, recenzja książki.

blog tygodniowy

#12 Przesunąć granice

Adrianna Szymańska / 10.04.2019

My dreams are all more basics and must be addressed
(Cocteau Twins – Fotzepolitic)

Teraz nie. Teraz ani w najbliższej przyszłości na pewno nie. Za duże ryzyko, mam zbyt wiele do stracenia. No i nie mam takiej kondycji, jakiej Everest wymaga. Ale to prawda, mogłabym się tam znaleźć — na Dachu Świata, powierzchniowo maleńkim szczycie Sagarmathy, i mieć głowę w niebie.

Z okazji mojej ostatniej wyprawy w góry zainteresowałam się Mount Everestem i poczułam to coś, zrozumiałam ludzi, którzy się na to decydują. Zaczęłam oglądać, czytać, zaczęłam wprowadzać Matkę Gór do mojej twórczości, by chociaż dzięki niej przejść tę wielotygodniową trasę, aklimatyzację, by każdego dnia wspinaczki marznąć, walczyć z bezdechem, sikać do bidonu i się nim ogrzewać, by łykać niesmaczne suplementy i uważać na każdy najmniejszy krok nad kilkumetrowymi szczelinami. Wszystko pokryte śniegiem, oczy palą od odbijanego światła, brak higieny, brudne włosy non stop, pot i drżenie na zmianę, ciężki plecak na twoich zmęczonych barkach, katorga na własne życzenie. Odmrożenia, obrzęk płuc, mózgu, odwodnienie, a najgorzej ślepota śnieżna. Wędrówka z Bazy do czterech Obozów. Czym wyżej, tym inna aklimatyzacja; wchodzisz wyżej, by na kilka dni zejść niżej i tak w kółko. Męczysz się, płaczesz, nie możesz oddychać, a potem walczysz o każdą minutę siły. Masochizm. A jak wejdziesz to dopiero połowa sukcesu, bo zawsze możesz zginąć tuż po rozpoczęciu schodzenia…

A jednak to fascynuje, takie sprawdzenie własnej siły psychicznej, sprawdzenie swojego ciała i przede wszystkim sprawdzenie rozsądku i priorytetów. Ludzie wydają grube tysiące, by wejść na te 8848 m n.p.m., a być może podczas ataku szczytowego zaczną ślepnąć i będą musieli zrezygnować! Tak blisko, a jednak nie dla nich to zwycięstwo. Jak wtedy odpuścić? Tuż przy mecie? Zaryzykować? Prawdziwy test dla umysłu.

Sprawdzanie siebie, stawianie sobie kolejnych celów i wchodzenie na szczyt w każdej dziedzinie to coś przepięknego. Działanie i siła woli. Pomysł i realizacja. Dążenie do lepszej formy ciała i myśli. Gdy jesteś coraz bliżej, zaczynasz czuć siłę, jakiej jeszcze nigdy nie miałeś. To, co dotąd było „rzeczą, którą zrobię kiedyś”, staje się „rzeczą już dawno zrobioną”. Jesteś w czymś coraz lepszy i mimo że góra nadal jest przeogromna i przygnębia cię potęgą, to każdego dnia jest w tobie więcej energii, by po prostu na nią wejść. I zobaczyć świat z samego czubka.

Jestem po kolejnej everestowej lekturze. „Przesunąć horyzont” Martyny Wojciechowskiej wsunęłam jak pierwszy konkretny posiłek po całodniowej wyprawie na Śnieżkę. Wspaniały obraz wejścia na Czomolungmę od kuchni. Szczegóły, obserwacje, refleksje. Problematyka skomercjalizowanego Everestu, śmierć na każdym kroku, która staje się rutyną, zmieniające się charaktery współtowarzyszy, niebezpieczne piękno, groza i dostosowanie się do humorów góry, bo to ona rządzi i jeśli nie zechce, to nie wpuszcza za wysoko.

I konkluzja, że zdobycie upragnionego szczytu, to tylko początek.  

Najnowsze wpisy

© 2019 Adrianna Szymańska
Polityka prywatności
Przygotował: Ziotr